Najnowsze newsy ze świata Mount&Blade: ( Dodaj własny news )

Co się dzieje z forum

31.08.2018 | Dodał: Dyktator

Wyjaśnienie sytuacji znajduje się na naszym facebooku: więcej

Nabór do redakcji

19.07.2018 | Dodał: Dyktator

Gazetka forumowa "Echo Tawerny" powraca! więcej

Konkurs wystartował!

10.05.2018 | Dodał: Hubtus

Drodzy Tawernowicze! więcej

Strona główna Mount&Blade | ukryj panel

Pokaż panel z newsami »

Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

Autor Wątek: Wasze ulubione uniwersa fantasy  (Przeczytany 1345 razy)

Opis tematu:

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Online Crowley

  • Moczymorda
  • *
  • Wiadomości: 108
  • Piwa: 9
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #15 dnia: Grudzień 23, 2017, 23:14:29 »
Gdybym miał wybierać między Hobbitem i LOTREM(w przypadku filmu) to nie licząc efektów(które nota bene dzieli parę ładnych lat) zdecydowanie LOTR. W Hobbicie odrzucają mnie niepotrzebne i przerysowane wątki ,których nie bylo w książce, a ją miałem szczęście przeczytać przed obejrzeniem ekranizacji.

Co do ulubionego uniwersum fantasy to wybrał bym Warhammera , podoba mi się w nim ten mrok i pewna brutalność przedstawionego świata(tak samo jak w 40k , które jest moim ulubionym uniwersum Sci-fi).

Offline Alkhadias

  • Zbrojny
  • *
  • Wiadomości: 2618
  • Piwa: 166
  • Płeć: Mężczyzna
  • Push humanity forward
    • Serio Blogów
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #16 dnia: Styczeń 06, 2018, 22:59:08 »
Nikt ci nie odbiera prawa do lubienia Bitwy Pięciu Armii, ale to obiektywnie najgorszy film od Petera Jacksona w uniwersum Tolkiena. Niepotrzebne i nieuzasadnione pseudodramatyczne sceny z bohaterami, którzy i tak wiemy, że nie zginą (Legolas), tworzenie luk fabularnych względem jego trylogii LotR (tego jest naprawdę sporo, nie ma nawet miejsca na wymienienie połowy, choćby kwestia poszukiwań Gandalfa jakichkolwiek strzępków informacji o Pierścieniu i Sauronie na początku Drużyny Pierścienia), nielogiczne postępowanie bohaterów (dlaczego Smaug tak o, bez wyraźnego powodu, niszczy wszystko na swojej drodze, poza jedną wieżą, na której jest Bard? Dlaczego po zauważeniu go zamiast spalić go, co zajęłoby mu ułamek sekundy, musi gadać, zupełnie jakby Bard był kimś wyjątkowym?), tragiczne CGI jak na tak duży budżet (zwłaszcza tytułowa bitwa, serio, to wali CGI na kilometr, lepiej już wyglądała bitwa z Dwóch wież...), dziury fabularne w samym filmie (pojawienie się dosłownie znikąd wierzchowców dla Thorina i jego grupy, żeby mogli dostać się do Azoga), mnóstwo momentów over the top (skaczące elfy...). Mógłbym tak wymieniać i wymieniać.
Nie znaczy to, że film nie ma prawa ci się podobać. Sam lubię kilka filmów, które nie są najwyższej jakości. Ale na pewno nie nazwałbym ich dobrymi, tylko dlatego, że mi się podobają.

Co do uniwersów fantasy, to nie mam spośród nich ulubionego. Lubię Tolkiena, lubię świat Wiedźmina od Sapkowskiego, Warhammer też jest nawet spoko.
Bojar triggered.

Z częścią mogę się zgodzić, jednak kategorycznie nie zgadzam się, że Hobbit jest słabą ekranizacją, tworzącą luki względem filmowego Władcy Pierścieni. Ale po kolei....
Cytuj
ale to obiektywnie najgorszy film od Petera Jacksona w uniwersum Tolkiena
Obiektywnie, względem czego? Na jakiej podstawie rodzi się ta "obiektywna" opinia?

Cytuj
Niepotrzebne i nieuzasadnione pseudodramatyczne sceny z bohaterami, którzy i tak wiemy, że nie zginą (Legolas)
Jeżeli człowieczek nigdy w życiu nie słyszał o Śródziemiu, to niekoniecznie musi z góry wiedzieć, że takie postacie jak Legolas przeżyją.

Cytuj
tworzenie luk fabularnych względem jego trylogii LotR (tego jest naprawdę sporo, nie ma nawet miejsca na wymienienie połowy, choćby kwestia poszukiwań Gandalfa jakichkolwiek strzępków informacji o Pierścieniu i Sauronie na początku Drużyny Pierścienia)
Absolutna bzdura! Hobbit nawiązał oraz połączył obie trylogie filmowe wręcz genialnie! Sceny początkowe, jak również te na samym końcu to fenomenalny łańcuch, który sprawia że zarówno Hobbita, jak i Władcę Pierścieni można oglądać niemalże zapominając, że film się zmienia. Wymieniłeś jeden, tylko jeden argument na potwierdzenie swojej tezy, który niestety ale jest chybiony. Bowiem odnalezienie Jedynego Pierścienia przez Bilba w trakcie jego wyprawy z krasnoludami, nie znaczyło wiele dla Gandalfa, a sam Pierścień nie miał w sobie niczego, co mogłoby świadczyć iż jest tym Jedynym. Na pierwszy rzut oka, wydawał się jednym z wielu pomniejszych pierścieni. Gandalf, zarówno w książce, jak i w filmie wspomina, że w Śródziemiu jest wiele magicznych Pierścieni. Biorąc pod uwagę, że istnieje bardzo wiele magicznych pierścieni, które wyglądają tak samo jak Jedyny Pierścień, trudno aby Gandalf od razu wziął pod uwagę ten znaleziony przez Bilba, tym bardziej że wszystkie przesłanki w tym okresie sugerowały, że Jedyny Pierścień został poniesiony przez Anduinę do morza. Istniało 20 Wielkich Pierścieni Władzy. 19 z nich, czyli pierścienie ludzi, elfów oraz krasnoludów były oprawione w kamienie szlachetne i były bogato zdobione, dwudziesty, czyli Jedyny Pierścień jako jedyny z nich nie miał żadnych zdobień, czy kamieni. Raczej wyglądał tak, jak wszystkie pomniejsze pierścienie, wykuwane przez elfy z Eregionu, gdy ci zaprawiali się w tej sztuce i jeszcze zanim z pomocą Saurona wykuli Pierścienie Władzy. Film Władca Pierścieni bardzo słabo opisuje poszukiwania informacji przez Gandalfa. Otóż Gandalf po raz pierwszy zrozumiał, że z Pierścieniem Bilba jest coś nie tak, w momencie gdy ten nazwał go swoim skarbem, tuż po jego przyjęciu pożegnalnym, nim ten opuścił Shire zostawiając pierścień Frodowi. Od tego momentu Dunedainowie strzegli Froda i Shire, a Gandalf przez lata wraz z Aragornem starał się wytropić Golluma, aby zasięgnąć informacji nt. pochodzenia Pierścienia. Dopiero po 16 latach od odejścia Bilba z Shire, Gandalf natrafił w Gondorze na zapiski Isildura, mówiące o tym, czym wyróżniał się Jedyny Pierścień. Ognistą inskrypcją w alfabecie elfów, którą wyjawi tylko ogień. Rok później Gandalf potwierdza ten trop wrzucając pierścień Froda do kominka. Gandalf nie wiedział zbyt wiele o Jedynym Pierścieniu. Trudno żeby wiedział, skoro nigdy wcześniej go nie widział, a jego jedynymi właścicielami byli: Sauron, który wykuł go w tajemnicy, nie chwaląc się nikomu jak go rozpoznać, tak na wypadek gdyby ktoś go znalazł. Następnie Isildur, który spisał to wszystko, lecz jego zwoje przeleżały zapomniane setki lat. No i Gollum, który sam również zapewne nie wiedział czym ten Pierścień w zasadzie jest.

Cytuj
nielogiczne postępowanie bohaterów (dlaczego Smaug tak o, bez wyraźnego powodu, niszczy wszystko na swojej drodze, poza jedną wieżą, na której jest Bard? Dlaczego po zauważeniu go zamiast spalić go, co zajęłoby mu ułamek sekundy, musi gadać, zupełnie jakby Bard był kimś wyjątkowym?)
Ten motyw jest chyba wykorzystywany w kinie na potęgę. Trudno, aby zabrakło go w takich ekranizacjach jak Hobbit, czy Władca Pierścieni. Szczególnie, że same powieści z tego Uniwersum pełne są takich scen.

Cytuj
tragiczne CGI jak na tak duży budżet (zwłaszcza tytułowa bitwa, serio, to wali CGI na kilometr, lepiej już wyglądała bitwa z Dwóch wież...), dziury fabularne w samym filmie (pojawienie się dosłownie znikąd wierzchowców dla Thorina i jego grupy, żeby mogli dostać się do Azoga), mnóstwo momentów over the top (skaczące elfy...). Mógłbym tak wymieniać i wymieniać.
Co do CGI, zgodzę się, mogło być lepsze, ale z drugiej strony nie jest najgorsze. Mi się bardzo podobało przedstawienie niektórych orków, ale to kwestia gustu.
Dziur zbyt wielu nie wyłapałem, a pojawienie się kozłów jest akurat dosyć oczywiste biorąc pod uwagę cały regiment kawalerii krasnoludów oraz rydwany bojowe.

Skaczące elfy też mi się nie podobały, więc tu się zgodzę. Już we Władcy Pierścieni nie bardzo podobał mi się widok Legolasa powalającego Mumakila, niczym kulawego psa.

Podsumowując, dla mnie Hobbit jest o wiele wierniejszą i o wiele lepszą ekranizacją niż Władca Pierścieni był wiele lat temu. I mówię tu tylko o kwestii samej ekranizacji, przedstawienia historii z książki. Pomijając głupi romans elfa i krasnoluda, który dla mnie jest najgorszym motywem całego filmu, to Hobbit zawiera o wiele mniej przekłamań względem książki, niż Władca Pierścieni, gdzie kardynalnych głupot oraz zmian fabuły jest więcej niż goblinów w Morii. A pomijając sprawy książkowe, oba filmy w zasadzie oceniam tak samo wysoko. Każdy bardzo dobrze oddaje ducha oraz klimat książek. Nie mówię o fabule, ale o stylistyce pisarskiej oraz różnicach między Hobbitem, a Władcą Pierścieni. Obie książki diametralnie się od siebie różniły, a filmy idealnie tę różnicę stylistyki prezentują, dlatego nie uważam, aby właściwym było wypominanie tych różnic obu trylogiom filmowym. Na obie należy spojrzeć nieco z osobna, zamiast wrzucać je do wspólnego worka. Pod pewnymi względami oczywiście.

A co do samego tematu, oczywiscie moim ulubionym uniwersum Fantasy jest Śródziemie. Przeczytałem wszystkie możliwe książki Tolkiena dot. Śródziemia oraz wszystkie nie dotyczące, wielenaście razy w różnych przekładach. Po prostu wychowałem się na jego twórczości i sumiennie co roku odświeżam sobie każdy najważniejszy tytuł.
Do swoich ulubionych nacji, czy ras zaliczę przede wszystkim krasnoludy oraz Gondor. Wspólną cechą obu jest ogromny majestat oraz potęga bijąca z ich architektury, historii, dziedzictwa i charakteru ludności. Oraz to, że obie rasy/ nacje są podatne na zło oraz jego zakusy, pomimo których jednak ciągle trwają w świetle starożytnych praw oraz zasad i szlachetności.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2018, 02:11:11 wysłana przez Alkhadias »
Father, forgive me not, for I have sinned!
Now tremble and fear, and mercy have not upon me!  

https://alkhadias-rozrywkowo.blogspot.com/
https://alkhadias-naukowo.blogspot.com/

Offline firentis

  • Moderator Gier Podobnych
  • Gawędziarz
  • *
  • Wiadomości: 1058
  • Piwa: 130
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #17 dnia: Styczeń 07, 2018, 09:41:43 »
Ja się nie zgodzę ze stwierdzeniem, że Hobbit świetnie oddaje styl książki. Ona była bardzo spokojna, baśniowa, bardziej chodziło w niej o samą podróż, podczas gdy film ewidentnie skupia się na walce z "tymi złymi". I nie chodzi tu bynajmniej o same sceny bitew. Sam film nieustannie zmierza do ostatecznego rozstrzygnięcia, a książka IMO bardziej skupiała się na przygodzie. Ja rozumiem, że dużo walki to zabieg konieczny, aby film się sprzedał,  ale nie można tym samym powiedzieć, że film oddaje ducha książki.

Offline Bojar

  • Gawędziarz
  • *
  • Wiadomości: 1113
  • Piwa: 312
  • Płeć: Mężczyzna
  • Lepiej, żeby kobiety obracały igłą niż językiem.
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #18 dnia: Styczeń 07, 2018, 16:08:21 »
Alek...

Parę spraw...

CGI : Mówimy o filmach z budżetem na poziomie odpowiednio 190 mln $, 225 mln $ i 250 mln $. Dla porównania każdy z filmów LotR zamknął się w 100 mln$. Oczywiście trochę czasu minęło (inflacja, gaże aktorów), ale i tak mówimy tu o dwukrotnym wzroście kosztów.


Perełka...
Kolejna perełka sztucznego CGI



Ja rozumiem, że Bombur miał tu być "comic relief", ale kurde no, fajnie żeby to miało ręce i nogi, bo to było żenujące i bardziej się nadaje do kiczowtej komedii romantycznej z Sandlerem czy Kutcherem niż do filmu przygodowego.

Jak ktoś porównuje CGI hobbita i lotr to ma coś z głową, ale można za to porównać cgi do filmów z ostatnich lat. Prawda jest taka, że Lotr ze swoim cgi przeskoczył epokę trochę tak jak 10 lat wcześniej przeskoczył ją jurassic park czy 4 lata wcześniej matrix.

Hobbit ze swoim CGI cofa się momentami o 8 lat.

Można wrzucić Avengers, film z 2k12 budżet poniżej 250 mln$ przy gigantycznych kosztach ze względu na kosmiczne gaże aktorów. Tylko Robert Downey Jr. zarabia od 40 do 80 mln $ za film.
Avatar film z 2k08, budżet poniżej 250 mln$, czyli film robiony dobrych kilka lat wcześniej, z mniejszym budżetem, z gorszą technologią a wygląda nieporównywalnie lepiej.
A mógłbym się znęcać i znęcać nad tym CGI, bo obecnie filmy z budżetem na poziomie 100 mln$ mają lepsze. Oczywiście zdarzają się takie jak Justice League, w których główny vilain jest większym drewnem niż groot z guardians of the galaxy, ale posiadanie lepszego CGI od Justice League nie jest powodem do dumy.

Więc owszem CGI najgorsze nie jest, ale w kontekście tego jak wygląda konkurencja za mniejszą kasę no to sorry. A wniosek nasuwa się sam, że CGI w Hobbicie to dno i kilometr mułu.

Dalej...

Scenariusz - Jedyne co się trzyma kupy to główny wątek... Romans z Tauriel i sama jej postać, Radgast, Azog, którego historia rozbiega się tak, że bardziej sie nie da, bo powinien nie żyć od jakiś 100 lat mniej więcej. To wygląda tak jakby, ktoś powyrywał wszystkie kartki z Hobbita, Silmarilliona i LotR a potem nieudolnie próbował złożyć do kupy. Tu niby coś 100 lat wcześniej, tu niby coś 100 lat później, ale kogo to obchodzi. Tu powinen zginąć syna azoga, ale ginie azog, który powinien zginąć ponad 100 lat wcześniej itd..

I tak wygląda cały cholerny film.

Zresztą tak jak pisał firentis sam hobbit nie jest akcyjniakiem tylko bardziej historią o podróży. A z tego można by było zrobić genialne kino drogi, tylko, żeby to zrobić to trzeba by się bardziej skupić na relacjach między bohaterami, dialogach a nie na walce. Tylko tutaj jest problem, bo na taki film raczej nie pójdzie grupa napalonych dwunastolatków, bo będzie on dla nich miał za mało akcji.

I to jest główna wada tego filmu... Grupa docelowa to są osoby w wieku między 13-18 rokiem życia i to właśnie sprawia, że film traci na klimacie tego klasycznego kina drogi, a przemiana wewnętrzna bohaterów na przestrzeni całej trylogii jest znikoma.

Właściwie nie poznajemy całej drużyny. Poznajemy tylko charaktery Thorina, Balina i Bilbo i jakieś nieznaczne zmiany. De facto nie poznajemy charakterów innych członków drużyny tylko ich zadania i cechy filmowe.
Dwalin - twardy, wielki
Bombur - gruby i jedzący
itd.
A jak już coś robią to tworzą ten kiczowaty romans z Tauriel.

Do tego masz jeszcze błędy logiczne w samym filmie takie jak wybudowanie je**tnego systemu flag na jakiejś górze obok, którego nie zauważył nikt z tych posiadających niesamowity wzrok elfów. A było to wielkie jak cholera i tuż obok.

DALEJ...

Kadry i zdjęcia: To czym mógł się pochwalić LotR to genialne zdjęcia, piękne krajobrazy, które pogłębiały ten wykreowany świat.



Kwintesencją tego filmu są właśnie tego typu kadry, dzięki nim lepiej możemy zrozumieć bohaterów i drogę, którą muszą przebyć. I widać to dobrze w scenach z Frodo i Samem czy w scenie gdzie aragorn, legolas i gimli ścigają uruk-hai.

W Hobbicie większość kadrów to CGI w dodatku kiepskie i przerysowywujące świat, brakuje spokojnej ekspozycji... Większość ujęć jest bardzo dynamiczna, przez co nie można się skupić na choreografii walki, która jest ukrywana pod tym chaosem. Co jest złe, bo wystarczy nieznacznie film spowolnićdo np 0.75-0.85, żeby zacząć wyłapywać błędy i gigantyczne zaniedbania w choreografii.

Soundtrack: Pamięta ktoś??? Oprócz tej jednej piosenki "The Misty Mountains" film dźwiękowo jest nudny. Nie ma nic wartego zapamiętania.

I mógłbym się znęcać nad tym filmem pokazując dziesiątki lepszych filmów, które i tak są średniakami.

Offline Bruce Campbell

  • Lew
  • Szlachcic
  • *
  • Wiadomości: 7843
  • Piwa: 774
  • Płeć: Mężczyzna
  • 21. Pułk Piechoty THD
    • datadream2004 コギ花
  • Steam ID: Mój status Steam
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #19 dnia: Styczeń 07, 2018, 16:42:22 »
Obiektywnie, względem czego? Na jakiej podstawie rodzi się ta "obiektywna" opinia?
Obiektywnie na dwa sposoby. Po pierwsze, obiektywnie jeśli popatrzysz na opinie krytyków – ludzi, którzy posiadają wiedzę i warsztat do obiektywnej oceny filmu. Popatrz choćby tutaj na oceny krytyków dla wszystkich filmów z obu trylogii: (klik!). Jeśli cię to nie zadowala, to możesz wejść w dwa najniżej oceniane filmy i porównać je nie tylko pod względem procenta pozytywnych recenzji, ale również pod względem średniej ocen, procenta pozytywnych recenzji wśród najlepszych krytyków (w razie wątpliwości co znaczy najlepszy, bo to bardzo nijaki termin, odsyłam tutaj, Rotten Tomatoes podaje określone wymagania), czy średniej oceny wśród najlepszych krytyków. We wszystkim Bitwa Pięciu Armii przegrywa.

Drugi wyznacznik tej obiektywnej opinii to, cóż, po prostu wady stricte filmowe. Widzę, że Bojar już się trochę o tym rozpisał, a więc ja skupię się na czymś innym – na strukturze filmu. Kiedy tworzymy historię, nieważne, czy w książce, czy w filmie, czy w grze, dzieli się ją od wieków na trzy zasadnicze części – wstęp, część właściwą i zakończenie. Nie robi się tak tylko dlatego, że jakiś starszy pan kiedyś powiedział, że tak jest dobrze. Robi się tak, ponieważ pozwala nam to łatwo poznać bohaterów, poznać ich cele i zrozumieć świat (robią to i Drużyna Pierścienia, i pierwszy Hobbit), następnie przeżywać z nimi przygody (lub stoczyć wielką i długą bitwę, jak w Dwóch wieżach) oraz w zakończeniu dostać finał historii, w którym wątki zostaną zamknięte, a my będziemy w stanie ujrzeć, po skonfrontowaniu postaci z końca z ich wersjami z początku, że nie pozostały w status quo, coś się nauczyły lub w swojej sytuacji zmieniły. W Bitwie Pięciu Armii tego nie dostajemy – na zawiązanie wątków dostajemy zaledwie niecałe ostatnie pół godziny filmu, wcześniej dostajemy Dwie wieże v2, z gigantyczną bitwą, która trwa i trwa. Postacie nie przechodzą praktycznie żadnej drogi, może za wyłączeniem Thorina, u którego wątek szaleństwa nawiasem mówiąc rozwiązano kiepsko moim zdaniem. A szkoda, bo to w sumie najciekawsza część filmu była. Dla porównania – w Powrocie króla choć walki jest dużo, to bitwa o Minast Tirith kończy się nim upłynie pierwsza godzina filmu, a od momentu zniszczenia Pierścienia mija jeszcze godzina do końca filmu. Mamy mnóstwo czasu dla postaci (choć film, paradoksalnie, jest krótszy od Bitwy Pięciu Armii).

Jeżeli człowieczek nigdy w życiu nie słyszał o Śródziemiu, to niekoniecznie musi z góry wiedzieć, że takie postacie jak Legolas przeżyją.
Owszem, zawsze znajdą się ludzie nieznający świata Tolkiena. Ale bądźmy szczerzy – o jak dużej liczbie mówimy? Sprowadzi się to w większości do osób, które ze względu na swój wiek nie mogły pójść na Władcę Pierścieni – bo szanse na to, że ktoś w momencie premiery, powiedzmy Drużyny Pierścienia, miał 15 lat, nie poszedł na żadną z trzech części, przez następne kilkanaście lat omijał szerokim łukiem produkcje Jacksona choć mógł je obejrzeć w telewizji (pamiętam jak byłem w podstawówce, że leciały co Wielkanoc) i nagle naszło go pójść na Hobbita… no są niewielkie. Reasumując – ja nie negowałem i nie neguję istnienia osób, które jak słyszą Legolas, to nie mają pojęcia kto zacz, a Śródziemie kojarzy im się z morzem Śródziemnym, a nie światem fantasy. Ale prawda jest taka, że jeśli ktoś ogólnie pojętego fantasy nie lubi lub po prostu nie interesuje go ten gatunek filmowy (a przykładowo, książkowy bądź growy lubi, z tego czy innego powodu), to raczej się na taką produkcję nie uda. Tak więc na sali ludzi nie kojarzących Legolasa zbyt wielu raczej nie było i nie uważam, żeby ich obecność wpływała znacząco na problem, jaki wiązał się z tamtymi scenami – większość ludzi wiedziała, że Legolas nie zginie.

Absolutna bzdura! Hobbit nawiązał oraz połączył obie trylogie filmowe wręcz genialnie! Sceny początkowe, jak również te na samym końcu to fenomenalny łańcuch, który sprawia że zarówno Hobbita, jak i Władcę Pierścieni można oglądać niemalże zapominając, że film się zmienia. Wymieniłeś jeden, tylko jeden argument na potwierdzenie swojej tezy, który niestety ale jest chybiony.
Dobrze, zaraz odniosę się do mojego – twoim zdaniem chybionego – argumentu o Gandalfie i Pierścieniu. Zatrzymam się jednak tutaj. Piszesz: zaledwie jeden argument i wspominasz o fenomenalnym łańcuchu, który spina obie trylogie. Proszę bardzo, dam drugi przykład, właśnie z końca – rozmowa Legolasa z ojcem. Otóż, kogo każe mu ojciec odnaleźć? Obieżyświata. Zastanówmy się teraz nad tym, jak to ma się do świata Władcy Pierścieni.

A więc tak – kiedy ta rozmowa miała miejsce? Po Bitwie Pięciu Armii. Kiedy ta bitwa miała miejsce? Zgodnie z Dodatkiem B do mojego wydania Powrotu Króla było to w 2941 roku trzeciej ery. A kiedy – zgodnie z tym samym źródłem – urodził się Aragorn? W roku 2931. A więc tak, albo peerelowscy tłumacze coś pokręcili, bo to dosyć stare wydanie, albo Aragorn miał w momencie bitwy zaledwie dziesięć lat i nijak nie mógł wówczas być już tym sławnym Obieżyświatem. I jak ja mam to zdarzenie interpretować? Nie kojarzę, żeby gdziekolwiek/kiedykolwiek choćby sugerowano posiadanie przez Thranduila zdolności przepowiadania przeszłości, a więc już jest to coś dziwnego – bo powiedzmy, mógłbym to kupić, gdyby Aragorn wówczas czymś się już wsławił. Ale on wtedy był jeszcze po prostu dzieckiem.

W sumie mogłem jako tę jedną jedyną scenę pierwotnie podać właśnie tę, bo idealnie pokazuje, jak końcowe sceny, które teoretycznie powinny obie trylogie spajać właśnie tego nie robią. Jak tworzą te luki fabularne, o których pisałem. I jak są bez sensu, bo (o czym zapomniałem wcześniej napisać) nawet jeśli Thranduil wiedział o narodzinach Aragorna, to w momencie Bitwy Pięciu Armii Aragorn posługiwał się imieniem Estel, nie Obieżyświat.

Bowiem odnalezienie Jedynego Pierścienia przez Bilba w trakcie jego wyprawy z krasnoludami, nie znaczyło wiele dla Gandalfa, a sam Pierścień nie miał w sobie niczego, co mogłoby świadczyć iż jest tym Jedynym. Na pierwszy rzut oka, wydawał się jednym z wielu pomniejszych pierścieni. Gandalf, zarówno w książce, jak i w filmie wspomina, że w Śródziemiu jest wiele magicznych Pierścieni. Biorąc pod uwagę, że istnieje bardzo wiele magicznych pierścieni, które wyglądają tak samo jak Jedyny Pierścień, trudno aby Gandalf od razu wziął pod uwagę ten znaleziony przez Bilba, tym bardziej że wszystkie przesłanki w tym okresie sugerowały, że Jedyny Pierścień został poniesiony przez Anduinę do morza. Istniało 20 Wielkich Pierścieni Władzy. 19 z nich, czyli pierścienie ludzi, elfów oraz krasnoludów były oprawione w kamienie szlachetne i były bogato zdobione, dwudziesty, czyli Jedyny Pierścień jako jedyny z nich nie miał żadnych zdobień, czy kamieni. Raczej wyglądał tak, jak wszystkie pomniejsze pierścienie, wykuwane przez elfy z Eregionu, gdy ci zaprawiali się w tej sztuce i jeszcze zanim z pomocą Saurona wykuli Pierścienie Władzy. Film Władca Pierścieni bardzo słabo opisuje poszukiwania informacji przez Gandalfa. Otóż Gandalf po raz pierwszy zrozumiał, że z Pierścieniem Bilba jest coś nie tak, w momencie gdy ten nazwał go swoim skarbem, tuż po jego przyjęciu pożegnalnym, nim ten opuścił Shire zostawiając pierścień Frodowi. Od tego momentu Dunedainowie strzegli Froda i Shire, a Gandalf przez lata wraz z Aragornem starał się wytropić Golluma, aby zasięgnąć informacji nt. pochodzenia Pierścienia. Dopiero po 16 latach od odejścia Bilba z Shire, Gandalf natrafił w Gondorze na zapiski Isildura, mówiące o tym, czym wyróżniał się Jedyny Pierścień. Ognistą inskrypcją w alfabecie elfów, którą wyjawi tylko ogień. Rok później Gandalf potwierdza ten trop wrzucając pierścień Froda do kominka. Gandalf nie wiedział zbyt wiele o Jedynym Pierścieniu. Trudno żeby wiedział, skoro nigdy wcześniej go nie widział, a jego jedynymi właścicielami byli: Sauron, który wykuł go w tajemnicy, nie chwaląc się nikomu jak go rozpoznać, tak na wypadek gdyby ktoś go znalazł. Następnie Isildur, który spisał to wszystko, lecz jego zwoje przeleżały zapomniane setki lat. No i Gollum, który sam również zapewne nie wiedział czym ten Pierścień w zasadzie jest.
Nie musisz tłumaczyć mi książkowych poszukiwań Pierścienia, bo akurat dobrze je znam. Czytałem i Hobbita, i Władcę. Niemniej, fakty są takie, że film to film, a książka to książka i zadaniem osoby ekranizującej jakieś dzieło jest zadbać, by zrozumienie jakiegoś wątku było możliwe bez sięgania po oryginał. W przeciwnym wypadku ekranizacja jest po prostu źle zrobiona. I teraz – w oryginalnym LotR, choć poszukiwania były kiepsko przedstawione, to spełniały swoją rolę. Kiedy kręci się prequel natomiast, obowiązkiem filmowca jest zadbać, by zdarzenia z prequela nie tworzyły dziur fabularnych. I tak – powraca moje pytanie: jeśli Sauron zamanifestował się na koniec walki jako płonące oko, czemu Gandalf z Władcy Pierścieni, gdy ujrzał to oko po dotknięciu Pierścienia, nie doszedł do wniosku: „Hej, coś tu jest nie tak”? A wystarczyło po prostu nie dawać tego oka i już, problem rozwiązany. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale z tego co ja pamiętam, to w lore Tolkiena Sauron wcale nie dokonał manifestacji w postaci oka, gdy Biała Rada zaatakowała Dol Guldur.

Ten motyw jest chyba wykorzystywany w kinie na potęgę. Trudno, aby zabrakło go w takich ekranizacjach jak Hobbit, czy Władca Pierścieni. Szczególnie, że same powieści z tego Uniwersum pełne są takich scen.
Czy fakt, że żarty z pierdzenia i kupy pojawiają się seryjnie w jakichś podrzędnych, kiepskich komedyjkach czyni gagi z tym związane w Emoji Movie bardziej śmiesznymi i/lub mniej żałosnymi? Nie. Czy pojawianie się seryjnie głupot w kiepskich filmach akcji, w których wielki zły villain musi tuż przed swoją wielką (i oczywiście niespodziewaną) porażką walnąć przemowę o swoim smutnym życiu i o wielkim planie oraz jak to główny bohater jest udupiony, jest usprawiedliwieniem dla pojawienia się takiej głupoty w Bitwie Pięciu Armii? Nie.

Co do CGI, zgodzę się, mogło być lepsze, ale z drugiej strony nie jest najgorsze. Mi się bardzo podobało przedstawienie niektórych orków, ale to kwestia gustu.
Dlatego nie traktowałem tego jako zarzut, to kwestia czysto subiektywna. To, że mi bardziej podobał się design orków z LotR, nie znaczy, że inni się mylą. Co innego CGI, które jest po prostu słabe jak na takie pieniądze.

Swoją drogą, w związku z twoim postem obejrzałem jeszcze raz bitwę, żeby zwizualizować sobie jak to było z tymi krasnoludzkimi kawalerzystami. I przy okazji przypomniałem sobie jeszcze, co mnie w tym filmie tak denerwowało:
  • Alfrid – jedna z najbardziej irytujących i najmniej zabawnych postaci spośród comic reliefów wśród blockbusterów ostatnich lat, gorszy był chyba tylko ten koleś grany przez Chrisa Hemswortha w nowych Ghostbusters
  • ocalenie w ostatniej chwili – tego było po prostu za dużo – jak się zalewa widza setką scen, gdzie ktoś niby już ma umrzeć, a coś/ktoś ratuje tę postać w ostatniej chwili to po pierwsze już to tak nie działa na widza (bo przestaje wierzyć, że naprawdę postaciom coś grozi), a po drugie, no już rzygać mi się tym chciało tbh; to się wiąże częściowo z kolejnym punktem
  • film traktuje się poważnie, z tą całą muzyką i przemowami, przy jednoczesnym serwowaniu tony niepoważnych i kiczowatych scen akcji – tu wsadźcie sobie tę scenę z Legolasem, albo elfy skaczące po głowach krasnoludów (aż mi przed oczami stanął jakiś kiepski azjatycki film, którego nazwy sobie nie przypomnę, tam to się nie cykali przynajmniej z odrealnieniem i wojownicy umieli wskoczyć na mury jednym susem), rozbijanie muru „z główki” (jak przy waleniu z główki jesteśmy, to jest jeszcze druga taka scena – gdy Dain wali tak kilku orków pod rząd… ktoś mi wyjaśni, czy te orki nagle straciły nogi, czy na klęczkach do niego podchodziły?), czy choćby tę scenę z wózkiem z Dali. No jak ja mam traktować poważnie film, który zalewa mnie scenami kompletnie sztucznymi, w które nie da się uwierzyć?
  • kulturalnie orkowie – jak wiadomo, kiedy dwóch krasnoludów rozmawia w środku bitwy, to nie wypada przeszkadzać im i próbować atakować, należy dać im spokojnie porozmawiać
Dziur zbyt wielu nie wyłapałem, a pojawienie się kozłów jest akurat dosyć oczywiste biorąc pod uwagę cały regiment kawalerii krasnoludów oraz rydwany bojowe.
No, wreszcie doszedłem do momentu, kiedy Thorin dosiada kozła. Dzięki Laalaa za udostępnienie linku do filmu na cda, inaczej na pewno nie zapłaciłbym za wypożyczenie/wykupienie tego filmu. A więc tak – jeśli przyjrzysz się bitwie to pierwszy raz krasnoludzka kawaleria pokazuje się, gdy zaczyna się starcie elfów z krasnoludami. Następnie mamy krótki moment gdzie obserwujemy walkę piechoty oraz nadejście orków. No i znowu pojawiają się jeźdźcy, atakują orków. I od tego momentu już ich nie widać. Potem dowiadujemy się, że Dain jest okrążony – i gdy widzimy jego ludzi przypartych do muru, to… nie ma ani jednego jeźdźca między nimi. Przyjrzyj się, są pokazani na tyle blisko, że widać ich skład – wyłącznie piechota. Potem oczywiście wybiega Thorin (nawiasem mówiąc, jakbym się miał już tak czepiać wszystkiego, to dzwon którym rozbili barykadę znika po chwili… dosłownie znika, ktoś chyba zapomniał go dodać), mamy walkę i zaczyna się rozmowa z Dainem. Thorin przedstawia swój plan, po czym wskakuje sobie na wygodnie znajdującego się tuż obok kozła bez jeźdźca. Całkowicie spokojnego i zupełnie niezainteresowanego tym, że znajduje się w samym środku bitwy, tuż obok niego rozgrywa się walka… i tu pojawia się pytanie: skąd on się tam wziął? Przecież widać było, że w oddziale Daina nie ma już jeźdźców – a więc cofam to, co kilka tygodni temu pisałem, pokładając dobrą wiarę w słowa Laali – extended cut wcale tego nie wyjaśnia.
A potem serwuje nam się jeszcze większe kuriozum, czyli tę machinę wojenną prowadzoną przez Balina. Oni ewidentnie wyjeżdżają z Ereboru. Skąd znaleźli tam te cztery kozły? Już pominę obecność machiny, nie ma co kopać leżącego, załóżmy że była w środku góry. Ale to nadal nie tłumaczy pojawienia się znikąd pięciu kozłów.




Za wszelkie błędy językowe czy logiczne w wypowiedzi przepraszam, ale piszę to ciągiem od dwóch i pół godziny i jestem już mocno zmęczony. Jeśli jakieś zdanie będzie na skutek tych błędów niejasne, śmiało pytać, jak już odpocznę, to chętnie poprawię ew. błędy, które mogły się tutaj pojawić.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2018, 16:43:58 wysłana przez Bruce Campbell »

Offline Alkhadias

  • Zbrojny
  • *
  • Wiadomości: 2618
  • Piwa: 166
  • Płeć: Mężczyzna
  • Push humanity forward
    • Serio Blogów
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #20 dnia: Styczeń 07, 2018, 21:05:43 »
Cytuj
Obiektywnie na dwa sposoby. Po pierwsze, obiektywnie jeśli popatrzysz na opinie krytyków – ludzi, którzy posiadają wiedzę i warsztat do obiektywnej oceny filmu. Popatrz choćby tutaj na oceny krytyków dla wszystkich filmów z obu trylogii: (klik!). Jeśli cię to nie zadowala, to możesz wejść w dwa najniżej oceniane filmy i porównać je nie tylko pod względem procenta pozytywnych recenzji, ale również pod względem średniej ocen, procenta pozytywnych recenzji wśród najlepszych krytyków (w razie wątpliwości co znaczy najlepszy, bo to bardzo nijaki termin, odsyłam tutaj, Rotten Tomatoes podaje określone wymagania), czy średniej oceny wśród najlepszych krytyków. We wszystkim Bitwa Pięciu Armii przegrywa.
Ok, niech będzie. Sprawa jest taka, że ja i tak nie biorę sobie za wyznacznik słów powiedzianych na gębę. To jest jedna z tych wielu dziedzin, które dla mnie po prostu nie mają zastosowania, gdyż nigdy nie będą poparte faktami, nigdy nie dadzą jednoznacznej odpowiedzi, zbyt duży czynnik ludzki, więc w gruncie rzeczy ja po prostu nie wierzę w coś takiego jak obiektywność, jeżeli nie jest ona oparta na mechanice. Ale to już zupełnie inny temat, niech będzie, że jest jak mówisz.

Cytuj
Drugi wyznacznik tej obiektywnej opinii to, cóż, po prostu wady stricte filmowe. Widzę, że Bojar już się trochę o tym rozpisał, a więc ja skupię się na czymś innym – na strukturze filmu. Kiedy tworzymy historię, nieważne, czy w książce, czy w filmie, czy w grze, dzieli się ją od wieków na trzy zasadnicze części – wstęp, część właściwą i zakończenie. Nie robi się tak tylko dlatego, że jakiś starszy pan kiedyś powiedział, że tak jest dobrze. Robi się tak, ponieważ pozwala nam to łatwo poznać bohaterów, poznać ich cele i zrozumieć świat (robią to i Drużyna Pierścienia, i pierwszy Hobbit), następnie przeżywać z nimi przygody (lub stoczyć wielką i długą bitwę, jak w Dwóch wieżach) oraz w zakończeniu dostać finał historii, w którym wątki zostaną zamknięte, a my będziemy w stanie ujrzeć, po skonfrontowaniu postaci z końca z ich wersjami z początku, że nie pozostały w status quo, coś się nauczyły lub w swojej sytuacji zmieniły. W Bitwie Pięciu Armii tego nie dostajemy – na zawiązanie wątków dostajemy zaledwie niecałe ostatnie pół godziny filmu, wcześniej dostajemy Dwie wieże v2, z gigantyczną bitwą, która trwa i trwa. Postacie nie przechodzą praktycznie żadnej drogi, może za wyłączeniem Thorina, u którego wątek szaleństwa nawiasem mówiąc rozwiązano kiepsko moim zdaniem. A szkoda, bo to w sumie najciekawsza część filmu była. Dla porównania – w Powrocie króla choć walki jest dużo, to bitwa o Minast Tirith kończy się nim upłynie pierwsza godzina filmu, a od momentu zniszczenia Pierścienia mija jeszcze godzina do końca filmu. Mamy mnóstwo czasu dla postaci (choć film, paradoksalnie, jest krótszy od Bitwy Pięciu Armii).
Tutaj... to chyba raczej wynika ze sposobu patrzenia na filmy i historię, którą przedstawiają. Ja nie patrzę na Władcę Pierścieni oraz Hobbita jak na dwie trylogie, z których każda składa się z 3 części. WP to dla mnie jedna całość, Hobbit druga całość. Więc dla mnie żadne standardy nie zostały złamane. Mam poczatek drogi w pierwszej części, rozwinięcie w drugiej oraz zakończenie w trzeciej części, tak samo jak we Władcy Pierścieni. To już sama historia obu książek narzuca pewne rzeczy. Argument z bitwą o Minas Tirith nie jest moim zdaniem trafiony właśnie z tego względu. W książce, bitwa na polach Pelennoru również nie była momentem kulminacyjnym. Za taki można raczej przyjąć bitwę pod Czarną Bramą oraz zniszczenie Pierścienia. Z kolei w Hobbicie najważniejszym wydarzeniem, które miało największy wpływ na historię w książce, jak i na przyszłość Uniwersum, była właśnie Bitwa Pięciu Armii. Więc to jest ten kluczowy, najważniejszy moment historii, jak mieliby go pokazać? Upchać to w 30-40 minut? I dalej co? Bo idąc tokiem takiego myślenia, każda część filmu musiałaby się opierać na zacznij, idź, zakończ. No ale gdzie ta wędrówka miałaby się skończyć? Skoro ostatecznym celem był Erebor? Mieliby się wracać w każdej części i iść od nowa? Nie gra mi ten tok. Z kolei ja bym się baaaardzo zniesmaczył, gdyby właśnie skrócono Bitwę Pięciu Armii. Bo jednak dla mnie zarówno w książce oraz w filmie to był najbardziej wyczekiwany moment. W książce niestety, bitwa ta była opisania bardzo słabo, dlatego cieszę się, że film wypełnia wszelkie luki wyobraźni nt. tej bitwy. No może poza śmiercią Thorina, Kilego oraz Filego, które były przedstawione głupio i niewiernie. Ok, Filego może nie, bo ta była niewierna, ale fajnie przedstawiona.


Cytuj
Owszem, zawsze znajdą się ludzie nieznający świata Tolkiena. Ale bądźmy szczerzy – o jak dużej liczbie mówimy? Sprowadzi się to w większości do osób, które ze względu na swój wiek nie mogły pójść na Władcę Pierścieni – bo szanse na to, że ktoś w momencie premiery, powiedzmy Drużyny Pierścienia, miał 15 lat, nie poszedł na żadną z trzech części, przez następne kilkanaście lat omijał szerokim łukiem produkcje Jacksona choć mógł je obejrzeć w telewizji (pamiętam jak byłem w podstawówce, że leciały co Wielkanoc) i nagle naszło go pójść na Hobbita… no są niewielkie. Reasumując – ja nie negowałem i nie neguję istnienia osób, które jak słyszą Legolas, to nie mają pojęcia kto zacz, a Śródziemie kojarzy im się z morzem Śródziemnym, a nie światem fantasy. Ale prawda jest taka, że jeśli ktoś ogólnie pojętego fantasy nie lubi lub po prostu nie interesuje go ten gatunek filmowy (a przykładowo, książkowy bądź growy lubi, z tego czy innego powodu), to raczej się na taką produkcję nie uda. Tak więc na sali ludzi nie kojarzących Legolasa zbyt wielu raczej nie było i nie uważam, żeby ich obecność wpływała znacząco na problem, jaki wiązał się z tamtymi scenami – większość ludzi wiedziała, że Legolas nie zginie.
Tego nie wiesz. Tu już jest zbyt wiele czynników, aby tego używać jako arumentu za lub przeciw.

Cytuj
Dobrze, zaraz odniosę się do mojego – twoim zdaniem chybionego – argumentu o Gandalfie i Pierścieniu. Zatrzymam się jednak tutaj. Piszesz: zaledwie jeden argument i wspominasz o fenomenalnym łańcuchu, który spina obie trylogie. Proszę bardzo, dam drugi przykład, właśnie z końca – rozmowa Legolasa z ojcem. Otóż, kogo każe mu ojciec odnaleźć? Obieżyświata. Zastanówmy się teraz nad tym, jak to ma się do świata Władcy Pierścieni.

A więc tak – kiedy ta rozmowa miała miejsce? Po Bitwie Pięciu Armii. Kiedy ta bitwa miała miejsce? Zgodnie z Dodatkiem B do mojego wydania Powrotu Króla było to w 2941 roku trzeciej ery. A kiedy – zgodnie z tym samym źródłem – urodził się Aragorn? W roku 2931. A więc tak, albo peerelowscy tłumacze coś pokręcili, bo to dosyć stare wydanie, albo Aragorn miał w momencie bitwy zaledwie dziesięć lat i nijak nie mógł wówczas być już tym sławnym Obieżyświatem. I jak ja mam to zdarzenie interpretować? Nie kojarzę, żeby gdziekolwiek/kiedykolwiek choćby sugerowano posiadanie przez Thranduila zdolności przepowiadania przeszłości, a więc już jest to coś dziwnego – bo powiedzmy, mógłbym to kupić, gdyby Aragorn wówczas czymś się już wsławił. Ale on wtedy był jeszcze po prostu dzieckiem.

W sumie mogłem jako tę jedną jedyną scenę pierwotnie podać właśnie tę, bo idealnie pokazuje, jak końcowe sceny, które teoretycznie powinny obie trylogie spajać właśnie tego nie robią. Jak tworzą te luki fabularne, o których pisałem. I jak są bez sensu, bo (o czym zapomniałem wcześniej napisać) nawet jeśli Thranduil wiedział o narodzinach Aragorna, to w momencie Bitwy Pięciu Armii Aragorn posługiwał się imieniem Estel, nie Obieżyświat.

Tu się zgodzę z tym, że Aragorn nie mógł wtedy być znany jako Obieżyświat, ale nie zgodzę się że scena sama w sobie nie spaja obu trylogii. Jeżeli patrzeć na tę scenę, nie ma ona absolutnie żadnego znaczenia dla historii filmu, a jedynie jest spoiwem obu trylogii. To jest właśnie jej jedyne zastosowanie i się sprawdza. W Hobbicie pada przezwisko Obieżyświat i koniec, słowo klucz. W następnej trylogii poznajemy owego Obieżyświata. Łańcuch zachowany, nie widzę tutaj żadnej luki. Błąd jest wedle książki, ale wedle filmów jest to właśnie jedno ze spoiw obu trylogii. Gdyby był temu poświęcony jakiś wątek, nie wiem, poszukiwań Obieżyświata, to już by się można było zastanawiać czy coś tu przypadkiem nie gra. Ale pada tylko hasło. A kiedy Legolas go odnalazł, to też już nie ma żadnego znaczenia. Może zrobił to za 10 lat, gdy faktycznie Aragorn brał udział w wyprawach? To już możemy pozostawić błogiej kwestii wyobraźni. Faktem jest, że podczas narady u Elronda, Legolas już go dobrze zna. Więc nie wiem czemu kwestia, która pada w Hobbicie "Idź i znajdź Obieżyświata", gdy we Władcy Pierścieni już się znają tworzy dla Ciebie jakąś lukę? Poza chybioną nazwą. Ale jednak nie użytą bez powodu. Gdyby Thranduil powiedział o Estelu, zapewne nikt by nie powiązał tego z Władcą Pierścieni i osobą Aragorna. Jedyne imię, jakie widz by kojarzył to właśnie Aragorn, ale to też by zlikwidowało cały sens zdania wypowiedzianego przez Thranduila. No i według książki imię oraz pochodzenie Aragorna było wtedy zatajone, nawet przed nim. Więc użycie słowa Obieżyświat było jedynym sensownym ogniwem łączącym obie trylogie filmowe, gdyż to pod tym przezwiskiem znamy Aragorna przez połowę pierwszej części.

Cytuj
Nie musisz tłumaczyć mi książkowych poszukiwań Pierścienia, bo akurat dobrze je znam. Czytałem i Hobbita, i Władcę. Niemniej, fakty są takie, że film to film, a książka to książka i zadaniem osoby ekranizującej jakieś dzieło jest zadbać, by zrozumienie jakiegoś wątku było możliwe bez sięgania po oryginał. W przeciwnym wypadku ekranizacja jest po prostu źle zrobiona. I teraz – w oryginalnym LotR, choć poszukiwania były kiepsko przedstawione, to spełniały swoją rolę. Kiedy kręci się prequel natomiast, obowiązkiem filmowca jest zadbać, by zdarzenia z prequela nie tworzyły dziur fabularnych. I tak – powraca moje pytanie: jeśli Sauron zamanifestował się na koniec walki jako płonące oko, czemu Gandalf z Władcy Pierścieni, gdy ujrzał to oko po dotknięciu Pierścienia, nie doszedł do wniosku: „Hej, coś tu jest nie tak”? A wystarczyło po prostu nie dawać tego oka i już, problem rozwiązany. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale z tego co ja pamiętam, to w lore Tolkiena Sauron wcale nie dokonał manifestacji w postaci oka, gdy Biała Rada zaatakowała Dol Guldur.
Dalej nie widzę związku. Jeżeli chcemy być zgodni z Lore Tolkiena, to trzeba wiedzieć że w trakcie najazdu na Eregion Sauron skradł wiekszość pierścieni oraz elfickich artefaktów. Nie wiadomo ile z pomniejszych Pierścieni zachował, czy zachował jakieś w ogóle, pewne jest tylko że skradł 16 pierścieni władzy, które potem w Drugiej Erze wręczył ludziom i krasnoludom. Sauron dysponował wieloma artefaktami, wiele artefaktów splamił swoją mocą, więc w dalszym ciągu nie jest jednoznaczne, że Jedyny Pierścień był właśnie tym w przedpokoju Bilba. I owszem, Gandalf w filmie doszedł do wniosku, że coś jest nie tak. Tuż po tym, jak ujrzał oko, wyruszył na poszukiwanie informacji. Przecież Gandalf również nie wiedział jak wygląda Jedyny Pierścień, w tym czasie nawet nie było go w Śródziemiu, a to, że pierścień emanował zła mocą, znaczyło tylko tyle, że może być on splamiony mocą Saurona. I jeżeli już mamy się trzymać tego motywu, to nie pomijajmy tego, że przecież Gandalf ujrzał to oko również po dotknięciu Palantiru w Orthancu, czy rzeżby na granicy Mrocznej Puszczy. Nie świadczy to o tym, że obie te rzeczy wykonał Sauron, gdyż nie stworzył on ani rzeżby, ani Palantirów. Sceny z okiem świadczą raczej o ingerencji/ obecności mrocznych sił w danym artefakcie, które nie muszą mieć bezpośredniego związku z nim samym. I moim zdaniem bardzo dobrze, że Sauron w Hobbicie również został ukazany pod postacią oka, jest to kolejne spoiwo obu trylogii, poza tym czemu nie? Według książki wiemy tylko, że Sauron w trakcie pobytu w Dol Guldur nie posiadał cielesnej formy. Ukazywał się jako Czarnoksiężnik, bądź nekromanta bez cielesnej formy. Ale jak wyglądał, nie zostało to opisane, więc tym lepiej, że ukazano go w znanej już formie. Poza tym, w pierwszej części Hobbita Sauron ukazał się jako zjawa, nie jako oko. Mógł z resztą przybierać dowolne formy. Dopiero po wygnaniu z Dol Guldur przez Białą Radę, po powrocie do Mordoru znowu przybrał cielesną formę, jednocześnie ukazując się też pod postacią oka w Barad Dur.
Cytuj
Czy fakt, że żarty z pierdzenia i kupy pojawiają się seryjnie w jakichś podrzędnych, kiepskich komedyjkach czyni gagi z tym związane w Emoji Movie bardziej śmiesznymi i/lub mniej żałosnymi? Nie. Czy pojawianie się seryjnie głupot w kiepskich filmach akcji, w których wielki zły villain musi tuż przed swoją wielką (i oczywiście niespodziewaną) porażką walnąć przemowę o swoim smutnym życiu i o wielkim planie oraz jak to główny bohater jest udupiony, jest usprawiedliwieniem dla pojawienia się takiej głupoty w Bitwie Pięciu Armii? Nie.
Ok, niech Ci będzie. Aczkolwiek w filmie kierowanym głównie do młodszej widowni, aż tak bardzo bym nie naciskał.

Cytuj
Alfrid – jedna z najbardziej irytujących i najmniej zabawnych postaci spośród comic reliefów wśród blockbusterów ostatnich lat, gorszy był chyba tylko ten koleś grany przez Chrisa Hemswortha w nowych Ghostbusters
ocalenie w ostatniej chwili – tego było po prostu za dużo – jak się zalewa widza setką scen, gdzie ktoś niby już ma umrzeć, a coś/ktoś ratuje tę postać w ostatniej chwili to po pierwsze już to tak nie działa na widza (bo przestaje wierzyć, że naprawdę postaciom coś grozi), a po drugie, no już rzygać mi się tym chciało tbh; to się wiąże częściowo z kolejnym punktem
film traktuje się poważnie, z tą całą muzyką i przemowami, przy jednoczesnym serwowaniu tony niepoważnych i kiczowatych scen akcji – tu wsadźcie sobie tę scenę z Legolasem, albo elfy skaczące po głowach krasnoludów (aż mi przed oczami stanął jakiś kiepski azjatycki film, którego nazwy sobie nie przypomnę, tam to się nie cykali przynajmniej z odrealnieniem i wojownicy umieli wskoczyć na mury jednym susem), rozbijanie muru „z główki” (jak przy waleniu z główki jesteśmy, to jest jeszcze druga taka scena – gdy Dain wali tak kilku orków pod rząd… ktoś mi wyjaśni, czy te orki nagle straciły nogi, czy na klęczkach do niego podchodziły?), czy choćby tę scenę z wózkiem z Dali. No jak ja mam traktować poważnie film, który zalewa mnie scenami kompletnie sztucznymi, w które nie da się uwierzyć?
kulturalnie orkowie – jak wiadomo, kiedy dwóch krasnoludów rozmawia w środku bitwy, to nie wypada przeszkadzać im i próbować atakować, należy dać im spokojnie porozmawiać
Alfrid- całkowita zgoda.
To dalsze- trochę się zgadzam, trochę nie. Ogólnie patrzę na te sprawy z przymrużeniem oka. Tak samo jak i książka była dosyć banalna i ewidentnie skierowana do młodszych, tak samo i w filmie odbieram to w ten sposób. Wiele rzeczy da się wytłumaczyć, chociażby scena z Dainem, który rozbijał orków własną głową. Niby śmieszne, ale ja jako fan Tolkiena od razu pomyślałem, że ten pomysł z drzewa się nie urwał i zapewne był inspirowany Thorinem III Kamiennym Hełmem, czyli synem Daina. Nie wiadomo czemu był nazywany Kamiennym Hełmem, ale skojarzenie wydaje się być oczywiste. Po upadku Saurona, to właśnie Thorin Kamienny Hełm rozbił armię Easterlingów podczas bitwy w Dolinie Dale, w której to wcześniej poległ Dain i Brand. Czyli tej samej Dolinie, w której toczy się Bitwa Pięciu Armii.

Cytuj
No, wreszcie doszedłem do momentu, kiedy Thorin dosiada kozła. Dzięki Laalaa za udostępnienie linku do filmu na cda, inaczej na pewno nie zapłaciłbym za wypożyczenie/wykupienie tego filmu. A więc tak – jeśli przyjrzysz się bitwie to pierwszy raz krasnoludzka kawaleria pokazuje się, gdy zaczyna się starcie elfów z krasnoludami. Następnie mamy krótki moment gdzie obserwujemy walkę piechoty oraz nadejście orków. No i znowu pojawiają się jeźdźcy, atakują orków. I od tego momentu już ich nie widać. Potem dowiadujemy się, że Dain jest okrążony – i gdy widzimy jego ludzi przypartych do muru, to… nie ma ani jednego jeźdźca między nimi. Przyjrzyj się, są pokazani na tyle blisko, że widać ich skład – wyłącznie piechota. Potem oczywiście wybiega Thorin (nawiasem mówiąc, jakbym się miał już tak czepiać wszystkiego, to dzwon którym rozbili barykadę znika po chwili… dosłownie znika, ktoś chyba zapomniał go dodać), mamy walkę i zaczyna się rozmowa z Dainem. Thorin przedstawia swój plan, po czym wskakuje sobie na wygodnie znajdującego się tuż obok kozła bez jeźdźca. Całkowicie spokojnego i zupełnie niezainteresowanego tym, że znajduje się w samym środku bitwy, tuż obok niego rozgrywa się walka… i tu pojawia się pytanie: skąd on się tam wziął? Przecież widać było, że w oddziale Daina nie ma już jeźdźców – a więc cofam to, co kilka tygodni temu pisałem, pokładając dobrą wiarę w słowa Laali – extended cut wcale tego nie wyjaśnia.
A potem serwuje nam się jeszcze większe kuriozum, czyli tę machinę wojenną prowadzoną przez Balina. Oni ewidentnie wyjeżdżają z Ereboru. Skąd znaleźli tam te cztery kozły? Już pominę obecność machiny, nie ma co kopać leżącego, załóżmy że była w środku góry. Ale to nadal nie tłumaczy pojawienia się znikąd pięciu kozłów.

To już bym raczej odbierał jako zbyt słabą wyobraźnię. Krasnoludy uderzył na kozłach, cały regiment zjechał, wjechał, rozjechał. Moim zdaniem jest dosyć logiczne, że wszystkie kozły w bitwie by nie padły. Rydwany, którym jedzie Balin również były częścią armii Żelaznych Wzgórz. Bitwa, pełno kozłów, kilka rydwanów, no myślę że nie byłoby to trudne do wytłumaczenia. W końcu nie wygrzebał sobie z kieszeni różowego walenia na którym poleciał w bój, tylko coś, co już w tej bitwie było w liczbie wystarczającej. A to że w jednej scenie stoi, a w drugiej scenie siedzi na grzebiecie. Pamiętajmy, że timeline filmu bywa zwodniczy. Czas między scenami to czas dla wyobraźni. Jeżeli dla innych skrócenie wyprawy Gandalfa, która trwała 15 lat, do 3 minut filmu jest ok, to czemu nie jest ok wciśnięcie sceny jak Thorin wsiada na randowmowego kozła, co zajęłoby zapewne 10 sekund?


Podsumowując dalej uważam, że jeżeli chcemy wypominać błędy, to w pierwszej kolejności Władcy Pierścieni, który dla mnie filmem jest genialnym, ale jako ekranizacja świetnej książki wypada słabiutko.

EDIT: Generalnie staram się nie wnikać za bardzo w kwestie CGI i innych rzeczy, bo staram się trzymać jak najbliżej tematu. Skupiam się na ekranizacji Uniwersum, nie na stricte filmowych sprawach, bo to nie ten temat. I w tej materii przede wszystkim uważam, że Hobbit mimo wielu nieścisłości względem książki, jak Azog, wspomniany wyżej obieżyświat, jakieś romanse itp, nadal wypada pod tym względem znaaaaaaaaacznie lepiej niż WP.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2018, 21:16:13 wysłana przez Alkhadias »
Father, forgive me not, for I have sinned!
Now tremble and fear, and mercy have not upon me!  

https://alkhadias-rozrywkowo.blogspot.com/
https://alkhadias-naukowo.blogspot.com/

Offline Bruce Campbell

  • Lew
  • Szlachcic
  • *
  • Wiadomości: 7843
  • Piwa: 774
  • Płeć: Mężczyzna
  • 21. Pułk Piechoty THD
    • datadream2004 コギ花
  • Steam ID: Mój status Steam
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #21 dnia: Styczeń 07, 2018, 22:02:55 »
Podsumowując dalej uważam, że jeżeli chcemy wypominać błędy, to w pierwszej kolejności Władcy Pierścieni, który dla mnie filmem jest genialnym, ale jako ekranizacja świetnej książki wypada słabiutko.

EDIT: Generalnie staram się nie wnikać za bardzo w kwestie CGI i innych rzeczy, bo staram się trzymać jak najbliżej tematu. Skupiam się na ekranizacji Uniwersum, nie na stricte filmowych sprawach, bo to nie ten temat. I w tej materii przede wszystkim uważam, że Hobbit mimo wielu nieścisłości względem książki, jak Azog, wspomniany wyżej obieżyświat, jakieś romanse itp, nadal wypada pod tym względem znaaaaaaaaacznie lepiej niż WP.
W takim razie powinniśmy chyba tę dyskusję zakończyć, bo widzę, że każdy z nas pisze o czymś innym. Ja skupiam się na filmie jako filmie, nie oceniam go w tym momencie jako ekranizacji książki, bo... zmiany w materiale źródłowym, o ile nie są bezsensowne i zostają dobrze umotywowane jestem w stanie kupić. Także jestem w stanie zrozumieć przykładowo wycięcie Toma Bombadila (w celu skrócenia filmu, plus nie pasował trochę do stylistyki obranej przez Jacksona), choć bardzo mnie to rozczarowało, ale już nie jestem w stanie zaakceptować tego, że przykładowo w ekranizacji Killing Joke z  2016 roku serwuje się widzom bez jakiegokolwiek wyjaśnienia scenę seksu między Batmanem a Barbarą Gordon, podczas gdy w komiksie nie łączyła ich romantyczna/erotyczna więź, a wyłącznie mentorska.

Właściwie, to nawet uważam, że lepiej, gdy adaptacje nie idą zgodnie z oryginalną historią (tak długo, jak potrafią te zmiany uargumentować) - z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, adaptacja zawsze pozostanie adaptacją, nie da się jej nigdy oddać jeden do jednego. Zawsze otrzymam bardziej ubogą wersję, co najwyżej próbę oddania świata tak, jak chciałby tego autor. Wynika to z prostego faktu - jedno zdanie można zinterpretować na wiele sposobów. Kiedy czytamy książkę i widzimy jakiś opis, każdy z nas wyobraża sobie świat z książki na swój sposób. Kiedy kręcimy film na jej podstawie, można zdecydować się wyłącznie na jedno wyobrażenie.
Po drugie, oglądanie tej samej historii, którą znam już - w tym wypadku ze stron książki - nie jest tak ciekawe, jak poznawanie tej historii na nowo. Civil War w MCU jest między innymi dlatego tak interesujące, bo (poza tym, że jest warsztatowo dobrym filmem oczywiście) wprowadza ciekawe zmiany w biegu historii, niektóre naprawdę kluczowe dla uniwersum
(click to show/hide)

Tak więc ocenianie trylogii Hobbita czy Bitwy Pięciu Armii przez pryzmat zgodności z oryginalną powieścią Tolkiena nie było moim zamiarem, bo od zgodnej lub niezgodnej z materiałem źródłowym ekranizacji wolę przede wszystkim dobrą pod względem filmowym ekranizację. Najlepiej obrazują to ekranizacje Kubricka, które nigdy nie przejmowały się specjalnie zgodnością, a pomimo tego są dobre. Drugi biegun? The Fantastic Four z 1994, film naprawdę kiczowaty, ale jednocześnie o wiele lepiej oddający bohaterów, niż nowsze produkcje (które nawiasem mówiąc, też są słabe pod względem filmowym).

Także jeśli jesteś zainteresowany dalszą dyskusją pod względem jakości filmu, nie zgodności z książkami, to możemy kontynuować ją tutaj, daj znać jeśli będziesz tym zainteresowany. Bo rzeczywiście, obecny wątek zdaje się sugerować, że skupiamy się na zgodności z uniwersum nakreślonym jeszcze przez Tolkiena, a tym prawdę mówiąc nie jestem aż tak zainteresowany... przynajmniej tak długo, jak twórców nie poniesie wena jak przy ekranizacji Killing Joke.

Offline Torsten

  • Pielgrzym
  • *
  • Wiadomości: 49
  • Piwa: 2
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #22 dnia: Styczeń 09, 2018, 20:07:42 »
Moja przygoda z fantasy rozpoczęła się od obejrzenia Władcy Pierścienia. Osobiście film uważam za bardzo udany :)
Następnie czytałem Pieść Lodu i Ognia. Natrafiłem na nią przypadkowo w bibliotece i od tamtej pory zatraciłem się w tym świecie... jednego dnia przeczytałem ok. 200 stron :) (cierpliwie czekam na kolejne części). Po Martinie pozostał lekki niedosyt, którego nie mogła zapewnić mi żadna inna książka i z czytaniem dałem sobie na wstrzymanie, aż do przeczytania Cyklu Demonicznego. Zachwyciłem się nim :D Może tam świat nie jest bardzo rozbudowany, ale mnie zachwycił.

Offline Trebron2009

  • 2009
  • Najemnik
  • *
  • Wiadomości: 2143
  • Piwa: 341
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #23 dnia: Styczeń 13, 2018, 23:50:32 »
chce być Sylwkiem Szalonym z MPWR Radom legendarnym twórcą polskiej sceny upierdalania kapora pod biedronką.

Online Abaddon

  • Opój
  • *
  • Wiadomości: 370
  • Piwa: 39
  • Płeć: Mężczyzna
  • Non omnis moriar
  • Steam ID: Mój status Steam
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #24 dnia: Styczeń 14, 2018, 01:19:05 »
chce być Sylwkiem Szalonym z MPWR Radom legendarnym twórcą polskiej sceny upierdalania kapora pod biedronką.

Chyba nie ten wątek panie Hipster xD
Bóg Zwyroli
Mistrz kopania diaxów AssassinPL
Prowadzący Wytwórnię FiksWorks
Manipulator polskiej sceny NW XDDDD
(click to show/hide)
(click to show/hide)
(click to show/hide)

Offline Trebron2009

  • 2009
  • Najemnik
  • *
  • Wiadomości: 2143
  • Piwa: 341
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #25 dnia: Styczeń 14, 2018, 02:51:16 »
Ten wątek. Radomscy drifterzy to fantasy

Offline Laalaa

  • Hulaka
  • *
  • Wiadomości: 570
  • Piwa: 80
  • Płeć: Mężczyzna
  • Je suis Urban
  • Steam ID: Mój status Steam
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #26 dnia: Styczeń 14, 2018, 10:53:48 »
To w Radomiu mają auta?

POTENCJAlnie najlepszy kreator wątków (zaraz po Veinrusie)

Offline dreworka

  • Tułacz
  • *
  • Wiadomości: 4
  • Piwa: 1
  • Płeć: Kobieta
Odp: Wasze ulubione uniwersa fantasy
« Odpowiedź #27 dnia: Luty 18, 2018, 18:56:38 »
1. Azeroth- Dla mnie zdecydowany numer jeden. Bardzo przypadło mi do gustu ze względu na ciekawą historię oraz mnogość ras. Swoją drogą bardzo rozbudowane tzn. wiele materiałów: gry i książki.
2. Wiedźmin- Uniwersum które oczarowało mnie od pierwszego zetknięcia. Właśnie od Sapkowskiego zaczęły się moje zainteresowania związane z fantastyką.
3. Araluen- Ogólnie mówiąc cały świat z serii "Zwiadowcy". Trochę cukierkowy.
4. Zapomniane Krainy- Sentymentalnie przez początki rpg na komputerze (icewind dale ) i głównie przez Dolinę Lodowego Wichru/
5. Śródziemie- Bardzo rozbudowane i ciekawe.